Stellar Blade - recenzja
„Stellar Balde” to chyba najlepszy ex Sony, jaki ujrzał światło dzienne w tym roku. Wcielamy się w nim w EVE – jedną z aniołów, należącą do elitarnego oddziału bojowego, którego zadaniem jest pozbycie się z Ziemi Naytiba. Są to potwory, które prawie wybiły ludzkość, a tych, którzy przetrwali, zmusiły do ukrycia się i walki o przetrwanie. Wyposażeni w krwawe ostrze oraz drona, którym walczymy na dystans, ruszamy nie tylko odmienić losy planety, ale też poznać prawdę na temat tego, co się stało. Fabularnie jest przeciętnie, w porywach do całkiem, całkiem. Dużo rzeczy da się tutaj przewidzieć, jeśli słucha się dialogów, jednak zdarzają się też momenty zaskoczenia. Taki „Attack on Titan” w domu. Gra dobrze bawi się odcieniami szarości, ostateczna decyzja nie jest wcale taka oczywista, a do samego finału główna bohaterka ma wątpliwości, czy to, w co wierzyła, jest słuszne. Gdyby twórcy mądrzej napisali dialogi (czyli tak, żeby nie zdradzały finału sporej części wątków) to gra byłaby mi...